wtorek, 19 stycznia 2010

Peter Kilburn & Jordan

Są ksiązki, które tak cholernie zapadają w człowieka co poraża.
Jedy, ile tych piorunów ostatnio mnie pokopało.
Najpierw Kosiński. Jedna powieść, druga, trzecia, czwarta ...
Sądziłam, że więcej emocji mnie nie czeka. A tu bah i bum, takie totalne.
Pojawia się Kirkwood, z takim Tworem jak 'Dobre chwile - złe chwile' i przestawia w głowie aż miło. Od tygodnia chora na te powieść chodzę. Nocą analizuje i czuje, widzę całe fragmenty.
Nie wiem czy Jordan, czy Peter, czy pan Dyrektor, czy może to kimono smocze, albo opera, może sam fakt przyjaźni. Cholera wie.
Tak tylko ostrzegam przed dobrą literaturą. Straszliwie coś plądruje po przeczytaniu, tyle że wartośćiowa okupacja myśli.