niedziela, 11 kwietnia 2010

.

Chciałoby się uwierzyć, ze to kolejny beznadziejny zart jakiegoś tam Szymona eM czy jak mu tam.
O tragediach mozna czytac, mozna na nie popatrzeć w telewizji. Kilka sekund na odbiór tego ci się stało i zyjesz dalej. Moskwa, Madryt, WTC. Wszystko wydaje się takie odległe. I nagle coś, co obierasz osobiście. Siedzę z wielką raną w głowie. Nie znam się na polityce, nie zagłębiam się w nią, ale Pan Prezydent Kaczyński był jedyną osobą, którą mogłam w jakikolwiek sposób zaakceptować, którą mogłam bez irytacji obejrzec w tv i wysłuchać, na którą mogłam spojrzeć z sympatią. Gdyby Pan Prezydent miał takie poparcie, jakie nagle okazują Mu Polacy po wczorajszej tragedii - nie byłoby trzeba robić drugiej tury.Najlepszy, do zobaczenia.

piątek, 19 marca 2010

enjoy.

Marzę o gap jerze ( gap year, oj tak ), o chatce norweskiej z widokiem na fiord ( plus trawa i buletka wina zawsze obok nadgartska ), o nocy w Amsterdamie (I skończyć się na tyle, aby było trzeba zacząć siebie od rana na nowo ). Sterta makulatury wala mi się pod stopami.


< --- ode mnie.
ps. Po tej wizycie w Antykwariacie wiedziałam, że nadejdzie wiosna.
ps2. czekam na Toma S w Poznaniu. I zamierzam być 16 egzaltką pod sceną. Mam nadzieje, że inne 16 mi nie przeszkodzą.

poniedziałek, 1 marca 2010

Jarosław I.

Nie wiem co o tym myśleć. To nie do końca monotematyczność.Ale takie wpadanie w zamienne obsesje jest naprawde szalone, czasem męczące. Aktualnie uspakajam się pod względem uwielbienia dla Kosińskiego ( na zawsze będzie tym największym i najlepszym ) i zapadam - uwaga - na Iwaszkiewicza. Kto by pomyślał. Dzieciaki płaczą nad jego tekstami przerobionymi w wersje lekturowe dla gimnazjum/liceum. Sama raczej omijałam to nazwisko znacząco. Może to jednak jakieś zrządzenie losu. Przyjaciółka kiedyś mieszkała na ulicy im. Iwaszkiewicza. Nie ma co ukrywać, sama znam przyczyne tych wszystkich paranoji, uwielbień, obsesji,miłości. Tragizm życiowy. Tak właśnie. Tragizm życiowy. Doceniam i upajam się czyjąć twórczością jeżeli powstaje sobie na fundamencie jakiejś agonii, dramatu, uniesienia, smutku, paranoji, zawirowań psychicznych, namiętności itd. Właśnie to do mnie przemawia.(mecenaska tragizmu życiowego -_-) Zamiast na jutrzejszy egzamin siedze sobie i wyobrażam Iwaszkiewicza. Dobrze byłoby się cofnąć w czasie. Jak chodził z tym swoim Tadeuszem po sadzie, pisał do Niego listy a potem "Maskarade".Jutro rocznica Jego śmierci.Nawet okrągła - o ile dobrze się orentuje. Co do obsesji. Aktualnie Lynch ode mnie oddycha i w ramach obsesji na punkcie filmu 'An Education" ( na polski wsadzili jako ' byla sobie dziewczyna' ). Premiera jakoś w marcu. Polecam film. Niby fabuła sobie prosta, fajna. Ale oczyścił mnie wewnętrznie. Pomijam przystojną obsade. Na Kaponierze wisi plakat o którym marze. Nie żebym podżegała. Ale naprawde świetny jest.
Z muzycznych - nadal z DM się lecze. Myśle, że to jeszcze troche potrwa. W sobote black celebration i znów się naładuje.
Ogólnie tyle. Musze więcej tego Iwaszkiewicza poczytać, aby poprawić wysławianie się, bo jak widać marnie.




poniedziałek, 22 lutego 2010

przegląd

Z racji, że za 5h muszę wstać - postanowilam napisać cos ot tak. Jakis czas nawet tutaj nie zaglądalam z dziwnym poczuciem wstydu, że jak w ogole moglam prowadzić tego bloga, tak produkować się w sieci, wypacać dziwne mysli,potem doszlam do wniosku, że co komu do tego, to w końcu nie porno mysli, a nawet żjeżeli - istnieje opcja 'zamknij okno' and forget.
Poza tym kiedy dużo się dzieje - czlowiek tak naprawde nie ma o czym pisać. Może dlatego, że do końca nie potrafi zarejestrować tego wszystkiego. Np bylam sobie na tych DM w Lodzi, oj tak. Jakos pokonalam panike, pojechalam, poznalam swietnych ludzi, stalam praktycznie pod scena, plakalam ze wzruszenia i smialam do upadlego, wypilam piw kilka w drodze powrotnej. Cudo po prostu. A w kwietniu Editorsi. A potem Caspian, wczeniej Russian. O, i jeszcze Epic45 przezylam. Takie chwile są warte wszystkiego. Każdej chwili, każdej zlotowki. Szkoda, że ich bytnosc jest znacznie ograniczona w czasie. Stajesz/ siadasz, sluchasz, przezywasz, nawet do konca nie potrafisz skupic sie na tym przezywaniu, bo chwila jest az tak ulotna. A potem wychodzisz i bęc. Real jak cegla na glowe spada. Lenistwo zamienia mi się w niemosc, cholerka.PeEs.Nie dziala mi 'l' jak 'lodz' ani inne altowe literki nie dzialaja. Wiec taki sepleniący poscik. Dziękuje za uwagę. ( czasem alt zadzialal ale ogolnie to nie ). Baj.

wtorek, 19 stycznia 2010

Peter Kilburn & Jordan

Są ksiązki, które tak cholernie zapadają w człowieka co poraża.
Jedy, ile tych piorunów ostatnio mnie pokopało.
Najpierw Kosiński. Jedna powieść, druga, trzecia, czwarta ...
Sądziłam, że więcej emocji mnie nie czeka. A tu bah i bum, takie totalne.
Pojawia się Kirkwood, z takim Tworem jak 'Dobre chwile - złe chwile' i przestawia w głowie aż miło. Od tygodnia chora na te powieść chodzę. Nocą analizuje i czuje, widzę całe fragmenty.
Nie wiem czy Jordan, czy Peter, czy pan Dyrektor, czy może to kimono smocze, albo opera, może sam fakt przyjaźni. Cholera wie.
Tak tylko ostrzegam przed dobrą literaturą. Straszliwie coś plądruje po przeczytaniu, tyle że wartośćiowa okupacja myśli.