wtorek, 18 listopada 2008

don't sleep, there are snakes

Najpierw jest po prostu 'nie-spanie' , potem już 'bezsenność' cała.Teoretycznie to choroba i ma ją co piąty Polak. Jestem tym 'Piątym'. Najbardziej nasila się w godzinach 20.00 - 5.00. O 5.00.01 człowiek pada powalony faktem bezsenności. o 6.25 budzik rozkazuje ocknąć się z tego marazmu. Podczas wsłuchiwania się w brękot budzika ( specjalnie nastawiłam sobie taki w miare przyjemny ) jakby bezsennośc przestawała istnieć, człowiek przeklinając los, budzik, mgliste widoki za oknem duma dlaczego nie przespał po ludzku n-tej nocy, bo przecież jest tak zmęczony .. I trzeba wstać, iśc, jako tako myśleć i funkcjonować, ale wszystko jest w zawieszeniu. Na początku nie odczuwa się zmęczenia. Jednak po kilku latach w takim stanie pojawia się ten gorszy etap - czujesz, że naprawde chcesz spać, kładziesz się i to uczucie nadal trwa, ale nie idzie go przełożyć na czyn. Więc wstajesz. I tak kilka powtórzeń. Na początku bezsennośc może być nawet twórcza, może się wydawać zaoszczędzeniem czasu, lepszym spożytkowaniem go. Bo przecież można poczytać, posłuchać, obejrzeć, czasem nawet - ewentualnie - pouczyć się. Są herbatki, są barany, jest medytacyjna muzyka,jest czytanie podręcznika - ale co robić kiedy i tak spać nie idzie.Można przyjąć jakiś system. Próbować spać w określonych godzinach.No to próbowałam tak przez rok w godzinach 3.00 - 7.30 i w sumie niewiele to dało. Tryb zycia ciągle się zmienia i trudno ustalić system w trybie const. ogólnie to ja nie wiem ... a może inni ludzie sobie po prostu wymyślili, że to trzeba spać. Może nie trzeba. A może w dzień trzeba ..A może - nie wiem co.

***

Nocny zestaw ->

Mogwai

m83

The Cure

DM

TY & Burial

piątek, 14 listopada 2008

catsss.

Mam pierwsze koty ( kota być może ) za płotem. Jak zawsze - najgorzej przerzucić tego pierwszego. Potem już chyba idzie lawinowo.

***

Moja rozleniwiona dusza raczy się obecnie tym. :

A więc włącz wyobraźnie

Pociągiiii ...


Diplo mnie tym rozpłynął. całkowicie

Do picia zielonej herbaty-nieocenione

w całkowitym odpreżeniu nogi na stół i radosny pogwizd.

dama wród nie-dam

niedziela, 2 listopada 2008

bez-dźwięcznie.

Myślę (sobie), że tenże blog umiera sobie na pewien rodzaj śmierci naturalnej. Złośliwośc losu chciała, abym została obdarzona bardzo ślimaczno-żółwiastym połączeniem internetowym, które w zadziwiający sposób ćwiczy moją cierpliwośc, ale i rozwija, jednocześnie cofając w postępie techniczno-medialnym ( jakby powiedział mój szanowny, wiecznie spiąco-dumający pan mgr/dr/ktoś tam od TI : ' zostałaś wykluczona z społeczeństwa informacyjnego. znajdujesz sie na obrzeżach'). Ale co tam. czytam książki, dotleniam się należycie, realizuje kolejne repertuary kin itd itp. Tylko Muzyki ostatnio troche za mało. To tyle z życia.


Spotkania Na Krańcach Swiata Herzog i Antarktyda. Bardzo, bardzo czekałam na tenże film. Teraz tylko isć i oglądać. Herzog - nazwisko mówi samo za siebie. (chyba,ponoć,tak mi się wydaje.)

Birdy Wharton nie żyje. Dla mnie pozostanie na zawsze, przede wszystkim autorem 'Ptaśka'. Być może to nawet troche 'ujmujace stwierdzenie', w końcu napisał tyle innych dobrych ksiazżek. Ale zawsze cos tam utkwi w człowieku bardziej, a inne przejdzie, draśnie i pójdzie dalej.

Hair Pewnie juz kiedys tam sie nad tym rozwodzilam, ale powtorze tenze wywód. To naprawde niesamowity musical. Warto obejrzec, posluchac, potem ponucić 'let the sunshine in!'.Jeżeli mowa o wersji filmowej musicalu - rezeyserowal ja Milos Forman.

A więc ten sam pan, ktory to wyrezyserowal One Flew Over... na podstawie znakomitej powiesci K.Kesey'a(Pod tym samym tytułem -> 'Lot nad kukułczym gniazdem') ( jedna z tych książek, ktora czlowiek czyta w ciagu doby, a potem nie może uwolnić się od tej calej 'treści',od tego wszystkiego. )

I tak napisałam sobie tutaj o wszystkim i o niczym. Ale wszystko i tak jakby zataczało krąg. O Whartonie musiałam napisac. Ptasiek kojarzy mi sie z "Lotem nad kukułczym gniazdem".Pan od Lotu wtrącił sie tez do "Hair". A Antarktyda tak sam wyszła.