niedziela, 21 grudnia 2008

Nie interesuje mnie to. I te sprawy.

Zastanawiam się, czy mam 'najsłynniejszy medalik świata'.
Uważam, że Tatarkiewicz jest formalny i nieciekawy,o!
Symonidesowy Bierzanek też niespecjalnie mnie interesuje i zajmuje.
Jak skupić się na tym, na czym CHCĘ się skupic, kiedy gnębi to, na czym WYPADA-TRZEBA się skupić.
Ostatecznie czlowiek przestaje mysleć - totalnie.
Jak się okazuje, tak na złość - nawet z,o i w stanie nie -myślenia rodzi się głębsza refleksja. Wielcy psycho - myśliciele dumają i dają porady - jak to osiągnąć niebanalny i zbawienny stan nie-myslenia.
Wyróżnienie, zbawienie, magia ? Ja to mam na co-dzień. Ostatnio,naprawde,tak.


***

Ale zawsze można posłuchać



65daysofstatic

65daysofstatic II




electronicznie,post-rock, eksperymentlanie. Ogólnie polecam.



***

Blockhead


Ninja Tune i wszystko jasne. facet ma talent no <3>

***



Something Wicked This Way Comes nanana ...


Słuchajcie The Herbaliser .

wtorek, 9 grudnia 2008

lejzi.

hm, no, otóż to ...


***
'Jest najlepiej' - może być na wiele sposobów. Stan leniwego słuchacza. Najpierw miejsce do poleżenia jak lubisz - na boku, na brzuchu, plecach czy jakoś mniej konwencjonalnie (najlepiej ). Tapczan/podłoga/łóżko/itd.itp. Ten dobry stan, kiedy nic i nigdzie nie trzeba. źródło Muzyki umiejscowione równie leniwie i błogo na podłodze. I tylko zwisająca dłóń raz po raz sięgająca po klawiature aby zaingerować w dawkę dźwięków która do nas dociera. Stan Jazzujący z polotem. Otacza mnie Skalpel, wszystkie cudo-dzieła Ninja Tune, Hotel Costes. Spokój zawarty w dźwiękach.

I tak jest dobrze.


***

Z 36h ( właśnie takich ) potrzebuje.

wtorek, 18 listopada 2008

don't sleep, there are snakes

Najpierw jest po prostu 'nie-spanie' , potem już 'bezsenność' cała.Teoretycznie to choroba i ma ją co piąty Polak. Jestem tym 'Piątym'. Najbardziej nasila się w godzinach 20.00 - 5.00. O 5.00.01 człowiek pada powalony faktem bezsenności. o 6.25 budzik rozkazuje ocknąć się z tego marazmu. Podczas wsłuchiwania się w brękot budzika ( specjalnie nastawiłam sobie taki w miare przyjemny ) jakby bezsennośc przestawała istnieć, człowiek przeklinając los, budzik, mgliste widoki za oknem duma dlaczego nie przespał po ludzku n-tej nocy, bo przecież jest tak zmęczony .. I trzeba wstać, iśc, jako tako myśleć i funkcjonować, ale wszystko jest w zawieszeniu. Na początku nie odczuwa się zmęczenia. Jednak po kilku latach w takim stanie pojawia się ten gorszy etap - czujesz, że naprawde chcesz spać, kładziesz się i to uczucie nadal trwa, ale nie idzie go przełożyć na czyn. Więc wstajesz. I tak kilka powtórzeń. Na początku bezsennośc może być nawet twórcza, może się wydawać zaoszczędzeniem czasu, lepszym spożytkowaniem go. Bo przecież można poczytać, posłuchać, obejrzeć, czasem nawet - ewentualnie - pouczyć się. Są herbatki, są barany, jest medytacyjna muzyka,jest czytanie podręcznika - ale co robić kiedy i tak spać nie idzie.Można przyjąć jakiś system. Próbować spać w określonych godzinach.No to próbowałam tak przez rok w godzinach 3.00 - 7.30 i w sumie niewiele to dało. Tryb zycia ciągle się zmienia i trudno ustalić system w trybie const. ogólnie to ja nie wiem ... a może inni ludzie sobie po prostu wymyślili, że to trzeba spać. Może nie trzeba. A może w dzień trzeba ..A może - nie wiem co.

***

Nocny zestaw ->

Mogwai

m83

The Cure

DM

TY & Burial

piątek, 14 listopada 2008

catsss.

Mam pierwsze koty ( kota być może ) za płotem. Jak zawsze - najgorzej przerzucić tego pierwszego. Potem już chyba idzie lawinowo.

***

Moja rozleniwiona dusza raczy się obecnie tym. :

A więc włącz wyobraźnie

Pociągiiii ...


Diplo mnie tym rozpłynął. całkowicie

Do picia zielonej herbaty-nieocenione

w całkowitym odpreżeniu nogi na stół i radosny pogwizd.

dama wród nie-dam

niedziela, 2 listopada 2008

bez-dźwięcznie.

Myślę (sobie), że tenże blog umiera sobie na pewien rodzaj śmierci naturalnej. Złośliwośc losu chciała, abym została obdarzona bardzo ślimaczno-żółwiastym połączeniem internetowym, które w zadziwiający sposób ćwiczy moją cierpliwośc, ale i rozwija, jednocześnie cofając w postępie techniczno-medialnym ( jakby powiedział mój szanowny, wiecznie spiąco-dumający pan mgr/dr/ktoś tam od TI : ' zostałaś wykluczona z społeczeństwa informacyjnego. znajdujesz sie na obrzeżach'). Ale co tam. czytam książki, dotleniam się należycie, realizuje kolejne repertuary kin itd itp. Tylko Muzyki ostatnio troche za mało. To tyle z życia.


Spotkania Na Krańcach Swiata Herzog i Antarktyda. Bardzo, bardzo czekałam na tenże film. Teraz tylko isć i oglądać. Herzog - nazwisko mówi samo za siebie. (chyba,ponoć,tak mi się wydaje.)

Birdy Wharton nie żyje. Dla mnie pozostanie na zawsze, przede wszystkim autorem 'Ptaśka'. Być może to nawet troche 'ujmujace stwierdzenie', w końcu napisał tyle innych dobrych ksiazżek. Ale zawsze cos tam utkwi w człowieku bardziej, a inne przejdzie, draśnie i pójdzie dalej.

Hair Pewnie juz kiedys tam sie nad tym rozwodzilam, ale powtorze tenze wywód. To naprawde niesamowity musical. Warto obejrzec, posluchac, potem ponucić 'let the sunshine in!'.Jeżeli mowa o wersji filmowej musicalu - rezeyserowal ja Milos Forman.

A więc ten sam pan, ktory to wyrezyserowal One Flew Over... na podstawie znakomitej powiesci K.Kesey'a(Pod tym samym tytułem -> 'Lot nad kukułczym gniazdem') ( jedna z tych książek, ktora czlowiek czyta w ciagu doby, a potem nie może uwolnić się od tej calej 'treści',od tego wszystkiego. )

I tak napisałam sobie tutaj o wszystkim i o niczym. Ale wszystko i tak jakby zataczało krąg. O Whartonie musiałam napisac. Ptasiek kojarzy mi sie z "Lotem nad kukułczym gniazdem".Pan od Lotu wtrącił sie tez do "Hair". A Antarktyda tak sam wyszła.

sobota, 20 września 2008

RW.

The Great Gig In The Sky

Us And Them


Comfortably Numb Do końca świata.

Tak mniej więcej brzmiało moje Pink Floydowe dzieciństwo.

A teraz Wright zamieszkuje mój gramofon..

sobota, 13 września 2008

& ...

Faktycznie jakieś dziwne jesienne nastroje.
Idę chodnikiem - i rozmyślam nad nim. Że człowiek jakoś bardziej zna chodnik, aniżeli niebo. Ale jest Pewna ONA, którą znam, lat 14, która przy każdej Naszej 'wędrówce' przypomina mi, że istnieje coś nad głową, że nawet takie coś jak obłoki istnieje (!). I inne podniebne animacje.I że można tak stać, i patrzeć, i śmiać sie do siebie i z siebie, i z tych obłoków nawet, i zapomnieć, że tylko materializm rządzi światem... I dla kogoś to dziwne, dla kogoś zabawne, inni w ogóle się nad tym nie zastanawiają, zrozumiałe.I w ogóle pisze dziś astylistycznie, ale lubie zaczynać zdania od 'I'.Dlatego też zakończe ten wywód.

****

Worm Is Green - islandzko, elektronicznie, ambientowo.
Kiedys natrafilam calkiem przypadkiem, pobralam 'Automagic' i dopiero teraz - powiedzmy - dojrzałam do tej plyty. Bardzo polecam.

Worm Is Green (cover JD)

A jak ktoś chce - może pobrać cały album. Proszę bardzo : AUTOMAGIC




****

Prosto z Warszawy :






poniedziałek, 8 września 2008

Jagodowy Sen.

Z Jagodą mamy takie swoje, 'pewne miejsce'.
Chodzimy tam zawsze posiedziec, porozmawiać, pobyć razem. Kiedy jedna ma coś do załatwienia 'na mieście', umawiamy sie godzine wcześniej, właśnie tam, rozmawiamy i wtedy każda sprawa nabiera jakby innego koloru.Tak było i dziś. Siedziałyśmy tam sobie już dobrą godzine, kiedy J.oświadczyła: ' ale miałam dziś straszny, nienormalny sen. śniłaś mi się'.

o..


Tak więc śniło jej się :


Siedziałysmy sobie w nieznanym mieście, w maluszku, który odziedziczyłam po Dziadku.(czerwony, '90). Samochód był zaparkowany pod jakimś dużym, tajemniczym, opuszczonym
domostwem. Siedzimy, siedzimy po chwli na niebie pojawiają sie statki kosmiczne. Wszyscy ludzie zdążyli uciec (krzyk:'nalot kosmitów!), my siedziałyśmy dalej sparaliżowane, nie wiedząc co zrobić. Zniżyłysmy się troche i siedziałysmy bez ruchu, jakby to miało sprawić , że staniemy sie niewidzialne ( jak powiedziała J. 'zastosowałyśmy technike na tygrysa' ). Nagle oczywiście - ja - wywołałam jakiś szmer i ufoludki usłyszały nas. zbliżyły sie do malucha, ale my dalej trwałysmy w naszej ciszy i bez ruchu. Ufo poszło dalej, a my ruszyłysmy pędem do opuszczonego domostwa.Weszłysmy do środka i pierwsze co (kogo) ujrzałyśmy oprócz panującego tam opuszczenia i zapuszczenia była 'nawiedzona dziewczynka'. Rozczapirzona, mrucząca ciągle : ' to tylko nalot, to tylko nalot, spokojnie, trzeba przetrwać minute, potem już jest łatwiej. nalot kosmitów'. (okazalo sie,że w tej mieścinie naloty są codziennością)Uciekłyśmy na piętro, do pokoju, zastawiłyśmy drzwi wszystkim co było wewnątrz. I sen się skończył.


To fajny całkiem.

wreszcie Mój Słoń dotarł do Yenn i mam nadzieje, że o Niego dba :)
Siedze sobie teraz tutaj w 'southparkowej' koszulce, przedstawiąjącej Mojego Kuzyną z Swoją Młoda, Cudna Małżonką, obok kwiecisty, bardzo pojemny kubek z herbątą, którzy przywodzi na myśl K. i wkurzam się na samą siebie, bo moje wrodzone lenistwo nie pozwala mi się udac pokój dalej na

Teatr TVP

***

Yelle Tak się ruszać :D

Yelle + fatal bazooka Ta parodia mnie morduje :) a ile w tym prawdy :D

Z dziecinstwa

FONOTEKA ( Andrzej Zaucha i Anawa )

Kraków (Grechuta,Myslovitz)

Mieczysław Fogg

BS - Jest taki samotny dom

Czerwone Gitary

Kiedy słucham 6 ostatnich nagran, az sama sobie sie dziwie, ze dodałam dwa pierwsze, bo nagle całkowicie tracą na wartości




***

Czesław Śpiewa śpiewam często, gęsto ..

niedziela, 7 września 2008

Puszczyk.

Siedzę sobie tutaj spokojnie w dziwnym stroju i czymś nieokreślonym na głowie.Bałagan dosłownie wszędzie. Nie sądziłam, że perspektywa krótkiego wyjazdu w okolice puszczy, zmusi człowieka do przemieszczania ze sobą połowy życiowego dorobku.

Ogólnie nie lubie Mazowsza, nie zachwycam się Warszawą, ale Badowo jest faktycznie krainą sielską i czarodziejską.

o, whiskey!o, rum!o, gin! I inne takie duchowe uciechy materialnego życia czy tam ewentualnie na odwrót.
I potańczyłam sobie, i innych pomęczyłam sobą, i prawdopodobnie prace znalazłam.

Jakoś nie przykładam wagi do TAKICH wydarzeń. Dopiero po fakcie słuchając realacji mojej mamy, która opisywała wszelkie wydarzenia nazbyt szczegółowo, rozmyślałam sobie zaskoczona : ' więc to tak było', 'To naprawde tak było?', 'aaa, więc to coś takiego było' ...

***

The White Stripes

***

Gantenbein miał genialny pomysł na zycie. Świadomość doskonała. A czasem jednak fajnie mieć jakiekolwiek złudzenia.

***

Dobranoc.

czwartek, 4 września 2008

Bla, głupoty.

Nie wiem, nie potrafie sobie wytłumaczyć, dlaczego po tak bez-stresowej, pozbawionej granic i
innych niepotrzebnych dodatków nocy, mój humor uległ gwałtownej odmianie. Przecież było i
okno, i tory, i butelki,teeekila, cytryna, i pall mall Vonnegutowski, i nocne biegi przez ruchome piaski, i pole, i porwanie, i odbieranie, i winyle, i przemyt, i ruski dym, niewyspanie, podkrążenie i inne takie...



...a nastrój poszedł spać i - jak rzecze mój wrodzony optymizm do świata - obudzi się w październiku (dopiero).

Takie życiowe blablabla.


(...) <- dłuuuugi monolog, treść narzekająca. Wrześniowa Piosenka wreśniowa piosenka, co więcej.

****

David Bowie Nie, nie wyznaje Bowiego. Aczkolwie Curtis wyznawal. Sluchając tego rozumiem.

Nirvana Zrobiono z Niego 'kultowego męczennika'. Drugiego Kurta na pewno więcej nie będzie, nie ważne że na ulicy zdarza się spotkać podrzędną imitacje. W ramach wewnętrznego prostesu moje płyty Nirvany trafiły gdzies na dno szafy. Nagle okazało sie, że kazdy Nirvany słucha, każdy sie utożsamia z tymi słowami, dźwiękami, ludźmi.
Dlaczego mnie to aż tak cholernie irytuje ? Niewytłumaczalne.

A teraz są dzieci emó i mogę Kurta słuchać.
All Apologies


Crazy Mary Jeden z najlepszych coverów świata.

Sinatra no.


JF Za to uwielbiam,ooo...!

****

Twin Peaks.
Dla mnie ten serial, film to prawdziwy fenomen.
A wszystko zapoczątkował Lynch. Taki Pan od tworzenia paranoji, mieszania snu z snem, wyzbycia sie rzeczywistoci; lunatykowanie, przenikanie i inne ciekawe sprawy.



Twin Peaks (Portishead)

Soundtrack

Pierwszy serial, jaki pamiętam z dzieciństwa. A waspominam o tym gdyz : potrzeba obejrzenia tego serialu ( calej seri ) chodzi za mna już od xxx miesięcy/lat ( I tvp 2 wspaniałomyślnie emituje coś tam, ale nieregularnie i w ogóle nie tak jak ja chce ... ), a dwa - pojawia się tam Bowie (Fire walk with me).




wtorek, 2 września 2008

Nie mam pomysłu.

Tak więc.
PKP to jednak troskliwa instytucja. Kiedy trzeba - rozbawi, zajmie się, urozmaici żywot.
Przygoda jakaś czy coś.
Obudziłam się rano ( po godzinie snu ) z przeświadczeniem, że dziś nudno nie będzie.

O dziwo - zjawiłam sie na dworcu - jak na mnie - aż nazbyt punktulanie.
Wsiadłam, zakupiłam bilet ( Konduktor pomysłowo wypisał jeden bilet na 6 osób ), zajęłam miejsce przy oknie, na przeciwko mnie towarzystwo starszej Pani, książka, spojrzałam w okno.

minuty dwie.

I pociąg stoi.


Siedziałam w wagonie nr 1, więc chcąc nie chcac, podsłuchało mi się rozmowe radiową (krótkofalową ?) pana konduktora i innych panów konduktorów, czy jakichś tam.
Na torach nastąpił jakiś wybuch, postoimy troche, awaria,pociąg nie ruszy, nie wiadomo o co chodzi, co się dzieje. I w ogóle nic nie wiadomo. Oprócz tego, że stanęliśmy i tak stać będziemy (długo).

Nie wiedząc co robić, a przeczuwając najgorsze, zadzowniłam do Mateusza, że awaria
( nie wiem czy liczyłam na to, że nie zauważył czy co). Powiedział, że właśnie zauważył, że tak jakoś wolno jedziemy. Powiedziałam, że juz nawet stoimy i co teraz, bo ponoć mamy tak stać dobre dwie godziny.Mateusz - idziemy do Poznania pieszo.

Zabrałam wszystko co miałam do zabrania i wyszłam z pociągu. Mateusz już stał i rozmawiał z konduktorem. 'Tak, awaria, postoimy troche, najmniej dwie godziny'.


( dlaczego miałam przeczucie, że mnie to kiedyś spotka )


W pociągu była też Michał, Pewien Ktoś i Paulina, spieszący na egzamin. Tak więc wysiedliśmy
na tym odludziu ( wcześniej zostawiłam grupowy bilet komuś tam. nie jestem pewna,czy trafnie ).

I co robić ? Trzeba dostać się do Poznania, czas leci, czas goni, każdy z nas umówiony na godzine, a my stoimy, gdzieś tam w polu, niewiadomo gdzie, brak tego miejsca na mapie. Stanęliśmy na środku szosy i myślimy.

W końcu wykonano telefon do kolegi, który także mial dziś spieszyć do Poznania. Określilismy mniej więcej położenie odludzia. Pojawił się problem - nas 6, miejsc 5. Nieważne, najwyjżej mandat, do Poznania trzeba się dostać.

Przyjechał, zabrał, zabawnie było. Mniej więcej każdy zdążył na czas ( przypadkowo same remonty, objazdy i inne takie ).


Cały dzień uśmiecham się na wspomnienie tej historii. Tak dowocip losu. Akurat kiedy jak najbardziej gdzieś, dokądś spieszymy - dowciapny los zatrzymuje.

A ja straciłam 6zł 30gr.

***
Dziś są JEJ urodziny. Tej która znów jest. Bo Kłapouchy, bo różowa szczota, bo czub na
głowie, bo 'fiolet jedyny słuszny kolor', bo zielona herbata, bo też em., bo luty, bo Piwnica, bo Poznań, bo Plac Wolności, bo bezpieczeństwo, bo wruuuum, bo celtycki tatuaż, bo magia i czary mary,bo tarot, bo Czarodziejka z Księżyca, bo 'I do't wanna...', bo 'Pass this on', bo widzenie ducha, bo mms, bo ksiażkowe himalaje przy łóżku, bo książka do snu, bo wierszowanie, bo milczenie razem, bo kicanie, bo rzucanie się, bo kukanie przez ramie, bo HERBATNIKI,bo wino, bo tata z gumowym uchem, bo klawiatura, bo do rana, bo zielona spódnica, bo glany, bo słucha, bo mówi, bo poprzeklina ze mną na los, bo uśmiechanie się ekranu, bo Twoją Matke Tez, bo skałki, bo u Niej K u mnie J, bo oui, bo 'po domowemu', bo fajka wodna, bo wiśniowy fetysz taki.

I w ogóle mowe odbiera. Sun.

***
A weekend odbędzie się w podwarszawskiej puszczy. ( szkoda, że gdzieś tam jeszcze rodzina w tle ... )
***
Przegląd youtube 'Part któras tam'

Dead Kennedys Bo ON jest niesamowity na scenie! (niesamowity!)

The Smiths Bo legenda, bo taka miała być mlodość, bo taki koncert to MARZENIE

The Knife Dla Yenn ;)

Kuba odległe krainy, ambientowo.ah.

M83 Moje słuchawki to kochają.

a jak dla kogos 'za delikatnie', proszę bardzo, remix z samplami m83 -> M83 remix

Remy Zero Lubiane.

Apollo 440 bóg ma własnie taki głos i zwie się Mackenzie.

***
Najgorsza jest niepewność, życie konsumpcyjne, a Dzieci Kukurydzy.

wtorek, 26 sierpnia 2008

Sierpniowe zamiatanie.

w modelu rodzinnym 3 + 1 ( rodzice, pies + ja ) wyruszyliśmy na wieś, aby uporządkować domek letniskowy po babci. Po tych kilku latach mama doszła do wniosku, że wreszcie trzeba coś z tym zrobić. Że wreszcie te wszystkie wspomnienia mogą zostać przez nas poruszone,poprzestawione, niektóre wydane, inne sprzedane, jeszcze inne spalone, zzłomowane itd ..

Ten domek ma bodajże 108 lat. Spędzałam w nim wakacje przez 14 lat. Stare, dębowe meble, zabytkowe pianino, skrzypiące schody, okiennice, piece kaflowe, strych, gadające komody, krok ku współczesności - czarno biały telewizor, radio z budzikiem. A za tym wszystkim miłym i przyjemnym do wspomnienia pojawia się fakt, którego niestety już nie da się pominąć - trzeba to sprzedać.

Więc sprzątamy, układamy i inne takie.
A ja przede wszystkim patrze.

Pojawia się przynajmniej jeden plus mojej wyprowadzki. Rodzice częśc Domku Babci umieszczą na moim, teraźniejszym miejscu.

Ale w sumie nie o tym chciałam. Będąc tam w sobote, kiedy wreszcie sprobowałam cokolwiek ruszyć, pod konduktorskimi płaszczami Dziadka znalazłam rzecz ciekawą.


Walizka. Bardzo stara walizka. Raczej niewielka, podręczna. Okazało sie, że jest to walizka, z którą Moja Babcia (wtedy dziecko) 'podróżowała' w '39.
A w niej. Spinki, długopis, listy - bardzo dużo listów, zdjęcia, Elementarz.

( Lubie listy, lubie kartki, pocztówki. Wszystko, co przychodzi do mnie pocztą tradycyjną. I nie ograniczajmy sie tylko do przesyłek - allegro. )

Czarno-białe zdjęcia. Stare, bardzo stare i jeszcze starsze.
To jest właśnie wspaniałe. Nie kolorowe jpg, cyfrowe, na ekranie, które jakimś cudem, dziwnym zrządzeniem zawsze i tak prędzej czy później przepadnie.

I pożółkłe listy, które są czymś więcej aniżeli mail na naszym dysku, którego w dalszej lub jeszcze dalszej przyszłości czeka -> 'usuń', klik i 'opróżnij kosz'.

A Elementarz propaganda jakoby. Na str nr 2 fotografia przywódcy narodu niemieckiego, a wokół niego gromadka małych dzieci wręczających owoce matki ziemii. Rocznik '39.

Pół godziny maszerowałam po pokoju tam i z powrotem, spogladając na walizke. Nie wiem dlaczego. Zdarza się, po prostu.

****

Ostatnio troche czasu brak, ale Muzyka i tak musi grac. Dlatego w ramach tego kolejny przegląd z cyklu : "wspominamy z Youtube"

Diana King - Shy Guy z Yenn wspominamy młodość. Dziękuje za przypomnienie :)

Pati Yang - All That Is Thirst Nie znam bardziej niezwykłego i magiczniejszego video.

Bruce Springsteen - Streets Of Philadelphia (live) Nieśmiertelny On, nieśmiertelne dźwięki, nieśmiertelne słowa.


J.Frusciante - How Deep Is Your Love ... <3


a tutaj oryginał BG - How Deep Is Your Love


Lupe Fiasco - Superstar Luuuuubie. Pewnie o Santosa chodzi. :)

Moby - Natural Blues Video, które intrygowalo mnie od zawsze.

The Cure - Love song Chyba tak poznalam The Cure właśnie ..

The Cure - Pictures Of You Być może ulubiona. A przynajmniej jedna z Trzech.


*


Richard Ashcroft - dziś chyba ulubiony głos (poza tym utalentowany, fajny chlopak :)). Jeden z ojców The Verve - brytyjskiej legendy rocka alternatywnego, britpopu ( dobrego, czystego, świeżego, oryginalnego britpopu. Jeden z pionierów tego gatunku.). Przełom lat '80 - '90. To mówi samo za siebie.

The Verve - On Your Own (live)

A znamy The Verve chociażby stąd :) -> Cruel Intentions








środa, 20 sierpnia 2008

Nie ma jak w domu.

Nadszedł czas.
Tak więc poszukiwania mieszkanie rozpoczęte.
w poniedziałek dostałyśmy od znajomej namiary na pewnego pana oferującego wynajem mieszkania. Jeden telefon i już byłyśmy umówione ( na dziś ). Celem było obejrzenie lokalu, zapoznanie z warunkami itd itp. Wiadomo.


Niestety los bywa dziwny, nieprzewidywalny, złośliwy. Z różnych powodów nie mogłam dziś wyruszyć do Poznania. Jednak zadzwoniłam do Kasi, aby mimo to nie rezygnowała ze spotkania. Obejrzała beze mnie, a ja zdam się na jej ocene. W końcu oczekujemy tego samego.


Kasia umówiła się z właścicielem na godzine 17.00
O 17.15 dostałam już telefon. Mieszkanie fajne, duże, koszty takie i takie. No i odpowiednia lokalizacja, co bardzo istotne.Jeżeli się zdecydujemy, w następnym tygodniu możemy podpisac umowe. Teraz jednak trzeba wpłacić kaucje taką i taka, aby nikt nie uprzedził nas w tym zamiarze.

Kasia wpłaciła.


Pod wieczór poczułam jednak większy niepokój. Napisałam do Kasi, aby powiedziała mi coś więcej na temat tego mieszkania. Jakies 'nieznaczące' szczegóły, typu widok itd

Telefon Kasi i gromki śmiech.

Sytuacja po podpisaniu umowy :
Kasia i Marcin wyszli z mieszkania, zadowoleni i spokojni - no ba, wreszcie mamy lokum. Po Kilkunastu minutach telefon od właściciela. Z pewnych źródeł ( ? ) dowiedział się, że w roku akademickim planujemy pracowac. Dlatego też On nie może wynając nam za tyle mieszkania ... Jeżeli chcemy pracowac - musimy płacić więcej (n/c)

No cóż.
Kasia rozsądnie zerwała umowę. Na szczeście mamy potwierdzenie wpłaty zaliczki, uczciowy pan zagwarantował zwrot . Odbierzemy pieniądze i pożegnamy pana.

( Pomijam Jego wczesniejsze komenatrzo-życzenia, pokroju :'żadnych schadzek' itd ...)

Tak, tutaj nadaje sie tylko jeden, Tortowy komentarz: 'Żal d*pe ściska".No własnie.



****

The Knife - Szwedcy mistrzowie muzyki ( indie ) eletronicznej.
Zamiast tworzenia biogramu - teledysk + mp3 ->


Heartbeats - świetny utwór wyposażony w równie świetny teledysk. BARDZO POLECAM!

Pass This On - bardzo wysoka rekomendacja! usłyszane raz - nie chce wyjść z głowy. POLECAM.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Dziwnotyzm ( and Norwegian Trip)

Kupiłam dziś sierpniowy Voyage ( faktycznie, prawie miesięczne opóźnienie ).Popularny magazyn o podróżach. Jak na znakomitą, podróżniczą prase przystało - str nr 3 - 4 - reklama T.C (koniec robienia darmowej reklamy:D) - ujędrniającego, wyszczuplającego kremu do ramion ( + antywiotczenie )(Fascynujące po prostu). Jak widać, teraz już ze wszystkim można sobie poradzić. Wcale nie trzeba się kroić. Tylko codziennie sumiennie smarować. Zakładając, że do każdej części ciała jest inny taki krem - jest czym. Powodzenia.

Chore to.

Z założenia nie oglądam już TV. Ewentualnie Travel. Jeżeli film - naprawde gruntownie dobrany ( ostatnio - Karate Kid ).
Moze to w jakiś sposób uchroni mnie przed paranoją, która kolejno ogarnia wszystkich.
Zresztą. Nie trzeba mi wiele mówić. Obejrzeć mozna.

POLECAM -> TV ASPIRACYJNA


Mam nadzieje, że Mr Marchew wybaczy powielenie. Ubiegł mnie, tradycyjnie. Tak to jest, kiedy 2 ludzi myśli identycznie ( już od kilku lat zresztą ) ;)


Udało się spotkać z A. Po prawie pół roku wrócił z Norwegii. Ponoć kraj - ideał. Za dwa tygodnie wyrusza tam spowrotem. Tym razem prawdopodobnie na stałe.
Płynąc tam nie znał ani jednego słówka po norwesku ( ponoć ). Teraz operuje nim w miare swobodnie ( nie wiem, nie znam ).
Mieszkańcy tego najczystszego miejsca w Europie ( wszystko jest na prąd, praktycznie brak kominów )przywiązują ogromną wagę do pracy. System 7 dni w tygodniu po 10 - 12 h to dla nich norma.

A po pracy zapewne Muzyka.

Röyksopp - Przedstawiać nie trzeba. Wizytówka Norwegii po prostu.

What Else Is There (live)
Gdyż wersje live zawsze są najlepsze ..


Ponizszy utwor zebrał raczej nieprzychylne rezencje. Jednak wg mnie jest w nim coś bardzo zmysłowego :)

Only This Moment

sobota, 16 sierpnia 2008

a ten stolik, proszę pana, robota ręcznie malowana...

3 (4) utalentowanych mężczyzn, stolik i odległe krainy. To właśnie KARBIDO. Nie chce szufladkować, opisywać, katalogować tego co robią wspomniani artyści . Dopuściłabym się wielu uproszczeń. Tego trzeba posłuchać, to trzeba zobaczyć. Youtube, najlepszy głośnik czy słuchawki nie oddadzą prawdy o emocjach, które towarzyszą każdemu pojawieniu się Karbido na scenie. Muzyka i niezwykłe widowisko. SZTUKA. Teatr dźwięku, w którym każdy drobiazg ma swoje znaczenie. Dźwięk i obraz tworzą harmonie. Obraz nie jest jedynie tłem, dźwięk nie jest jedynie dodatkiem.


Zasłyszane, zobaczone z przypadku. I bardzo dobrze, że przypadki aż tak rządzą światem. Nie byłam na ani jednym z zaplanowanych koncertów. Trafiłam na przypadkowy, najlepszy.


4 panów, stolik i moja myśl, że zapewne kolejni utalentowani Szwedzi ( nie wiem dlaczego właśnie o Szwedach wtedy pomyslałam ). Projekt, który dane było mi przede wszystkim usłyszeć nosi bardzo wymowną nazwe, albowiem : "Stolik". Scena jakby pokerowa - dorośli mężczyźni siedzący przy stole - pierwsze skojarzenie. Aryści siedzą, grają ( udzerzają w zakamuflowane struny, szurają kieliszkami, momenatmi ), tworzą, działają na wyobraźnie.


Atmosfera była naprawde niezwykła. Ogromna przestrzeń, ciemność, głęboka noc a wokół zachwycające, zaskakujące dźwięki. Dla kogoś, kto zachwyca się ambientem - noc marzenie. Początkowo stanęliśmy sobie gdzieś 'w kącie' ( jeżeli mozna mówić o czymś takim na potęzżnym polu ), po chwili skończyliśmy jak wszyscy - leżąc, z zamkniętymi oczami.

Dopiero po fakcie dowiedziałam się, że miałam doczynienia z Wrocławskim ( tak, wrocławskim! made in Poland. a jednak )zespołem. KARBIDO powstało na przełomie 2002-2003r.Początkowo luźny projekt 2 ludzi. Jednak w zespole pojawiają się kolejne osoby, nagrania, rozpoczynają się prace w studio. W roku 2005 wydano debiutancką płyte : "Karbido".

Jednak najważniejsze są PROJEKTY zespołu. Bardzo ciekawe, niezależne, zaskakujące. Zespół wykorzystuje w nich wszelkie aspekty sztuki - teatr, kino, opere, filmy animowane ( chociażby Bolek i Lolek ..)itd.


Jak mówią sami artyści - gra na stoliku jest dla nich ucieczką w absurd. Stolik wykonany z desek klonowych, wg projektu zespołu ...

Stolik staje się już produktem światowym. Karbido - artyści znani i doceniani poza granicami Polski. W Polsce zapewne tezż ... w każdym bądź razie sama usłyszałam ich całkowicie przypadkowo. Niestety - nie często mamy okazje zetknąć się z tak interesującą awanagardą.

***

Do posłuchania :

The Table: West

I obejrzeć warto :

The Table


***

Uwielbiam taką pogodę, uwielbiam ...
Teraz tylko na spacer, niekoniecznie z parasolem. A potem znów słuchawki/książka, kolejny kubek zielonej herbaty. Jak nakazuje lenistwo - koniecznie ekspresowej.

A tak w ogóle - naprawde nic się nie chce ...

Nie napisze o Pekinie. Moje zainteresowanie polityką osiąga w tych dniach swoje minimum.
Mogłabym ewenutalnie porozwodzić się na temat wrażeń kibica ( ? ) ( szermierka ). Ale ile tam sportu w sporcie ? (Niczym Mrożkowe zapytanie "ile cukru w cukrze" ).

Spogladam na to wszystko z wielkim dystansem. Już nic mnie nie dziwi, Pekińska olimpiada nie wywołuje jakichś potężnych, znaczących uczuć. Patrze jak na przedstawienie. Najgorsze jest to, że to właśnie jest przedstawienie.

Olimpiada 2008, Pekin - show. Małe, chińskie Robociki zaprogramowane na kolejny medal.

Nie chce tego oglądać.

piątek, 15 sierpnia 2008

z islandzka.

Rzecz najstotniejsza - wszystko tutaj dzięki pewnemu Panu A'free.

***

Rzecz kolejna - konwencja ścislej, bliżej nieznana i nieokreślona. Z założnia blog muzyczno - literacki. Ale co też z tego będzie ? Pewnie bałagan taki jakiś ..

***

Po wielkich trudach - nareszcie jest. Nieskładne wyrażenia, wklepane tutaj pomiędzy dostareczniem kolejnej łyzeczki i zaparzeniem kawy ( imieniy mamy ).
***

Pierwsza notka. Powiedzmy, że jakby skromna namiastka moich 2 pasji - Islandia, muzyka.A więc muzyka prosto z Islandii.
Początek przygody, powiedzmy sobie szczerze - standardowy - a więc SIGUR ROS.Błogostan, coś magicznego, cudownego. Od 7 lat zasłuchuje się w tych uzależniających wręcz dźwiękach. Kiedy odkryłam Sigur Ros te dobre 7 lat temu - była to całkowita nowość, coś bardzo orygianlnego, eksperymentalnego ( a co dopiero 14 lat temu, kiedy powstawali!). Obecnie każdy Sigur Ros 'zna', słucha, a przynajmniej kojarzy.


The Nothing Song
Uwielbiam te dźwięki, ten film, uśmiech Penelopy :)


***

Mugison. Zachęciły mnie rekomendacje pokroju - klimay explosion in the sky (!), ambient, ciekawy eksperyment. A przede wszystkim ISLANDIA, ISLANDIA. Niestety - mnie ten Pan absolutnie nie powalił. Owszem - warto posłuchać, znać. Jakoby ikona Islandzkiej muzyki ambientowej, eksperymentu. Ale nie uzależnia, nie chodzi za mną dzień i noc, nie szumi w głowie. Oprócz jednego utworu, który od pewnego czasu naprawde wielbie. Tak, dla tych dźwięków warto było poznać twórczośc Mugisona :)

2 birds


***

AMPOP - bardzo ciekawa formacja rodem z Reykjaviku. Jak sama nazwa wskazuje - przede wszystkim połączenie ambientu i popu.
Ale podporządkowanie grupy Ampop jedynie pod takie gatunki byłoby najzwykleiszym szaszufladkowaniem. Pojawia się też rock,indie. Bardzo przyjemna,islandzka alternatywa. I ciepły głos Biggiego. Polecam.


Cold Facts

***

Bang Gang - wbrew nazwie - wielkiego bang nie będzie. Jest za to subtelnie, do pomarzenia, wyciszenia, pomyślenia. Zamknąc oczy i słuchać. Jednak patrząc i słuchając obiektywnie - niestety - najnowsza studyjna produkcja BG całkowicie mnie zawodzi.
Na szczeście w pamięci nadal bardzo dobry album - Something Wrong (2003). Elektronicznie, Trip Hopowo,Indie.

Kojące :

It's Alright



***

KIMONO - fenomenalna kapela! Jak słychać - Islandia to nie jedynie kolebka marzeniotwórczych, leniwych, błogich dźwięków. Islandzki rock.

Aftermath
***

ANDHERI - ... bo zanim było MUM było sobie Andheri. Pierwotny projekt panów - Gunnar Örn Tynes, Örvar Þóreyjarson Smárason,poprzedzający utworzenie Mum. Natrafiłam na Andheri całkowicie przypadkowo. Początkowo był to dla mnie anonimowy zespół. Wpisywałam, poszukiwałam - nawet google nic o nim nie wiedziało ... FALLEGIR ÓSIGRAR - płyta do której chce się wracać.

Pluto


***
SEABER - ciepłe, przyjemne. ah. elementy folku (!) i indie.

Leniwe, folkujące. Bo czasem warto zwolnić.

Hands Remember

***

... temat rzeka. Zagości zapewne nie raz, nie dwa.

***

w taką pogodę, o takiej godzinie, kiedy ciemno, ciepło, miło, tak na sen ->

Dreams Will Come True

Można i tak :D

Nie zapominajmy jednak, że jutro (dzisiaj) sobota. A nawet w zaciszu domowym można stworzyć sobie taaaneczny nastrój.

SpaceSexy
Polecam!Dobrze chociaż posłuchać, plakaty pooglądac, kiedy być nie można ...